Muzyka

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 2 Pierwsze koty za płoty

Ile minęło czasu od tamtego gwałtu? Nie pytajcie, bo Len tego nie wiedział. Brak okna, zegarka, kalendarza, w ogóle czuł się tutaj jak w jakimś więzieniu. Co prawda miał łóżko, meble, które i tak były pozamykane, ale jedyne co mógł tutaj robić, to leżeć. Ewentualnie siedzieć. A akurat zajmował się tym pierwszym, przy czym opłakiwał jeszcze ostatnie wydarzenie. To nie było nic przyjemnego. Nawet nie mógł usiąść, bo pewna część jego ciała boleśnie przywracała mu wtedy wspomnienia z ostatniej wizyty nieznajomego faceta. Chłopak miał rozbite myśli. Z jednej strony chciał, aby ktoś tutaj przyszedł. Choć z drugiej, jeśli to miałby być tamten typ... to nie, niech o nim wszyscy zapomną i zdechnie z głodu. Jak na razie, to to wydawało mu się być najjaśniejszym scenariuszem. Niestety jego dotychczasowy spokój został zakłócony, gdy do jego uszu dobiegł dźwięk przękręcanego klucza w zamku i otwierania drzwi. Od razu podniósł głowę z poduszki i powędrował wzrokiem do nieznajomego, który okazał się być... nastolatkiem. Do środka wszedł nastolatek w czarnych, nieco obdartych spodenkach i obroży na szyi. Wyglądał na trochę zaniedbanego, gdyż miał na ciele liczne siniaki i zadrapania. Mimo to wyglądał całkiem dobrze. Może to głupie, ale kiedy poczuł na sobie spojrzenie jego zielonych oczu, zrobiło mu się jakoś tak lepiej. Wyraźnie biło od niego współczucie i jakaś taka dobroć, to się dało dostrzec bez problemu. Szatyn zamknął za sobą delikatnie drzwi i dalej jedynie obserwował niebieskookiego. Nastała chwilowo niezręczna cisza, która jednak budowała pewne poczucie bezpieczeństwa w tym pomieszczeniu. Chłopak przetarł pięścią załzawione oczy i zdecydował się jednak na krok w jego stronę, a mianowicie - przerwanie tego milczenia.
- Hej... kim jesteś?
- Jestem Damian, ale możesz mi mówić Dami. Mogę podejść? - Spytał spokojnie, nadal stojąc w miejscu.
- Jasne... usiądź...
Powinien być bardziej ostrożny po ostatniej nieprzyjemnej przygodzie, ale jeżeli czekałby go gwałt, to na pewno łatwo by go nie uniknął - o ile w ogóle. Dlatego też nie widział powodów, dla których nie powinien się odzywać do kogoś, kto prawdopodobnie przyszedł do niego w dobrych intencjach. Nie zdobył się jednak na uśmiech, ani na wstanie z miejsca, co ma pewne uzasadnienie - jego cztery litery przeżywały istny koszmar. Było chyba nawet gorzej, niż wtedy. Chociaż nie, nie czuł teraz w sobie nic dużego i miał większą swobodę. Seks analny precz.
- Słuchaj, słyszałem co ci zrobił Hubert i przykro mi z tego powodu. Bardzo cię boli? - Zaczął z lekka zatroskany, siadając obok niego, na łóżku.
- Tak, ale przeżyje. Ten facet z mięśniami i dziwnymi włosami, to Hubert?
- Owszem. On ma pół głowy ogolonej, a drugie pół ma zapuszczone długie włosy. - Wytłumaczył jeszcze, bo Len najwyraźniej nie pamiętał aż takich szczegółów.
- Hm... trochę dziwne. A dlacze...
- Nie wnikaj, Len. Po prostu daj spokój takim pytaniom. - Przerwał mu od razu, ale nadal wykazywał się wielkim spokojem. - On będzie cię tresował... znam go nie od dziś i wiem, że potrafi się uprzeć.
- To znaczy? - Spytał nierozumiejąco, w dalszym ciągu leżąc obok.
- To znaczy, Len, że on cię może skatować. Rozumiesz? Dlatego musisz się postarać... jeśli będziesz robił wszystko co ci karze, to nic ci się stanie.
- A jeśli on będzie chciał znowu...? - Nie dokończył już, gdyż uważał, że Dami sam sobie dopowie.
- To to z nim zrób, tylko się staraj o niego. To pewnie dla ciebie trudne, ale... no nie wiem... myśl wtedy o czymś przyjemnym. Dasz radę?
- Chyba tak...
- Musisz. - Uciął ostrzej niż wcześniej. - Przepraszam cię, ale ja musze lecieć... nie wolno mi tutaj długo być... po prostu pamiętaj, żeby go słuchać mimo wszystko, dobrze?
- Jasne.
Szatyn skinął z uśmiechem głową i ruszył szybko w stronę wyjścia, po czym od razu wyszedł, zamykając drzwi do pokoju na klucz. Błękitnooki pozostał znowu sam, ale z tym, że poczuł się jakoś tak lepiej na duchu. Jeżeli tamten miał rację, to jeśli nie będzie się opierał, to będzie dobrze. Nie miał w ogóle ochoty na podporządkowywanie się temu zboczonemu chłopakowi, ale po ostatnim naprawdę się go bał. I to jeszcze nie koniec przygód z nim - przynajmniej to wywnioskował po rozmowie z Damim. Musiał się jakoś w sobie przełamać. Nie było innego wyjścia. Przynajmniej go nie widział w tym momencie. Przez cały ten wolny czas starał się uświadomić sobie, że ten cały Hubert nie ma zahamowań w gniewie. Zaczęło go też po pewnym czasie zastanawiać, co tutaj robił ten cały Damian. Może to ten zboczeniec go tu przysłał, żeby blondyn chętniej... nie, on sam w to nie wierzył. Od szatyna cały czas ulatniała się jakaś taka aura dobroci i pozytywnej myśli. Szkoda, że był tutaj tylko przez chwilkę. Chciałby się dowiedzieć czegokolwiek po za faktem, że grozi mu śmierć za opór podczas seksu. Albo przed. Co by nie było, to on chyba naprawdę będzie musiał mu uledz. Na myśl o tym robiło mu się jakoś dziwnie przykro, ale próbował myśleć o tym w ten sam sposób, co nowo poznany chłopak - czyli optymistycznie. Chociaż właściwie, to może go znał? Praktycznie nic nie pamiętał, co mogłoby się dziać przed pobudką w tym dziwnym miejscu. Nie, jedno pamiętał... jakiś głos za ciężkimi drzwiami, który nie wróżył mu nic dobrego, ale może to tylko sen? Masakra, on już nawet nie odróżniał rzeczywistości od snu. I znowu ten charakterystyczny dźwięk otwierania drzwi. Zaraz, co? Błyskawicznie poderwał głowę do góry, aby ujrzeć nowego gościa. Niestety, ale to nie był Dami, tylko ktoś z widocznymi mięśniami i czarnymi włosami. Przynajmniej z lewej strony tego zakutego łba.
- Stęskniłeś się, Lenuś? - Spytał z łobuzerskim uśmieszkiem, krocząc pewnie w jego kierunku.
- ... tak... - Odpowiedział zdecydowanie. On to powiedział! Jeśli Dami nie miał racji, to on sam przestanie dobrowolnie oddychać. Tak, to szantaż, bo nie powinno teraz boleć.
- Oo, a to nowość. Na pokore ci się zebrało? - To pytanie już raczej skierował do siebie i zdecydowanym pociągnięciem go za nogę, zwalił chłopaka na podłogę, który cicho jęknął przy upadku. Bolało. - Czyżby cię bolała pupcia, dziwko?
- Tak. - Znowu to samo upokorzenie. I do tego siedział nago, bo po tym gwałcie nawet swoich ubrań nie widział.
- No dobra... to zawrzyjmy pewną umowe. Twoja dziurka odpocznie od ruchania, jeśli sam mnie zaspokoisz. Zgoda?
- Postaram się... zgoda. - Odpowiedział w końcu po chwili namysłu. Starał się myśleć optymistycznie, tylko gorzej z tym, co będzie dalej.
- To bierz się do roboty. - Usiadł sobie wygodnie na łóżku i zdjął spodnie, przez co obaj byli kompletnie nadzy.
I teraz przed Lenem siedział nagi Hubert z lekko rozsuniętymi nogami, któremu musiał zrobić laske, bo tamten go zarucha na śmierć. Jak to się stało? Sam tego nie ogarniał, ale wiedząc, co mu grozi, przyklęknął przed nim. Bolał go tyłek, lecz to ignorował. Adrenalina jakoś tak go teraz znieczulała. Zrobi coś źle - gwałt. Z taką myślą przysunął głowę do krocza mężczyzny, gdzie chwycił w dłoń jego miękkiego członka, przy czym zaczął skladać nieśmiałe pocałunki na jego jądrach. Improwizował w 100%, nie miał zielonego pojęcia jak powinien go zadowalać, dlatego też mile zaskoczyło go, że męskość tego zboka zaczęła powiększać swoje rozmiary i robić się coraz twardsza. To dobry znak. Dobra. Westchnął cicho, zamknął oczy i przejechał językiem po całej długości tego twardego jak skała penisa. Objął go, w połowie jego długości, ustami i przyssał delikatnie. Naprawdę nie wiedział co powinien robić, ale działał jakoś tak instynktownie i najwyraźniej dobrze mu szło. Hubert zniecierpliwił się jednak i docisnął jego głowę do swojego krocza, lecz Len poraz kolejny się popisał, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Objął go spokojnie ustami i zatoczył wokół główki kółeczka językiem, zsuwając mu tym samym napletek i zlizując prejakulat. Aż czarnowłosy pozwolił mu działać na własną rę... głowę, pod wpływem tych pieszczot. Blondyn natomiast w ogóle się nie krępował. Wyglądało to tak, jakby po raz setny to robił i nie miał z tym żadnego problemu. Przez krótką chwile wsuwał i wysuwał sobie z ust jego członka, delikatnie liżąc go językiem od spodu, po czym niespodziewanie zwiększył tempo tej nienajgorszej pieszczoty. Dodatkowo chwycił w jedną dłoń jądra Huberta, a drugą położył delikatnie na wewnętrznej stronie jego uda, subtelnie je głaszcząc. Może i wyglądał na twardego |... nie chodziło mi w tym momencie o jego kutasa. XD|, ale nie potrzebował dużo czasu przy owej pieszczocie, aby wytrysnąć prosto do gardła młodszego chłopaka, który nie dość, że ochoczo to wypił, to jeszcze wylizał dokładnie członka swojego kochanka. Bo określenie "gwałciciel", było by raczej nie na miejscu.
- I... i jak?
- Zajebiście.

----------

Jezz, nie wyrobiłem się. Obiecałem paru osobom ten rozdział do wtorku, a prawie od trzydziestu minut jest już środa. xD No trudno, dałem dupy. ;-; Przepraszam za niedotrzymanie słowa, takie dodatkowe opóźnienie.

1 komentarz:

  1. Dobre :D To mi się podobało, nutka zniewolenia, presji i zawrócenia głowy zwykłym ostrzeżeniem. Idealne ♡

    OdpowiedzUsuń